środa, 7 lipca 2010

Vida divertida

Wczoraj był najgorszy - pod względem pogody - dzień odkąd jestem w Santiago.
Cały dzień lało. Gdy w Polsce jest deszcz, zwykle popada 10-15 minut, a potem jest przerwa. Tu lało cały dzień, cały dzień krople rozbijały się o dachy, chodniki, głowy ludzi i parasole. Ulice szybko zamieniły się w rwące potoki (to nie jest metafora), a chodniki w rybne stawy (to jest metafora). Więcej skakałem niż normalnie szedłem.

Co ciekawe: ci, których wcześniej widziałem na ulicy i trudnili się pucowaniem butów, sprzedawaniem filmów lub czapek czy szalików na ulicy, teraz przystosowali się do sytuacji i... sprzedawali parasole (PARAGUITAS! PARAGUAS! PARAGUITAS! - i tak cały dzień). Podejrzewam, że zrobili dobry interes, bo na jednym takim gównianym parasolu mają jakąś 4-5 krotną przebitkę.

Ale wracając do głównego wątku. Przeszedłem się trochę i przemoczyłem się CAŁKOWICIE. Nie miałem ze sobą "paraguity", bo wychodząc rano nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle. Całe szczęście, że miałem spodnie, buty, skarpety i koszulę na zmianę. Potrzebowałem jednak dwie godziny później wyjść na koncert - więc suszyłem kurtkę nad junkersem włączonym na cały regulator.

By trochę się wysuszyć, po drodze wpadłem do restauracyjki, w której obejrzałem drugą połowę meczu Holandii z Urugwajem. Co było ciekawe w tej knajpie (oczywiście poza faktem, że wszyscy obecni kibicowali Urugwajowi), to kasa. Chyba pierwszy i ostatni raz widziałem w knajpie kasę na korbkę! Taką, jak metalowe liczydło, które mamy w garażu. Pech chciał, że akurat nie miałem przy sobie aparatu, więc nie zrobiłem zdjęcia. Może wybiorę się tam jeszcze raz, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie tej kasie!

Wieczorem poszedłem więc na koncert w Universidad de Santiago de Chile. Orkiestra uniwersytecka była na dość niskim poziomie (świetne puzony i tuba, średnie waltornie, słabe drzewo, niezły kwintet a zwłaszcza sekcja basowa), ale grali super muzykę: Elgara, Czajkowskiego, Strawińskiego i jakieś chilijskie tło do komedii Moliera, co było najsłabszym punktem programu. Zdecydowanie najmocniejszym punktem programu było to, że jako przedstawiciel ambasady dostałem dla siebie i mojej partnerki (bardzo sympatyczna Chilijka Karla, którą poznałem przez couchsurfing) miejsca w trzecim rzędzie oraz to, że po koncercie odbył się "koktajl", na którym były chilijskie przekąski i drinki za darmochę.

Dziś zaś w pracy od rana byłem chwalony, przez wszystkich, za pracę, którą wykonuję. Czuję się bardzo doceniony, choć też trochę wykorzystywany. Narzucają mi coraz trudniejsze i bardziej wymagające zadania i zobaczę, czy wszystkim podołam.

Po pracy zaś poszedłem do uniwersytetów, żeby porozwieszać ogłoszenie tej treści:

Co mnie zdziwiło to podejście pracowników do faktu, że rozwieszam ogłoszenia. Po pierwszym pytaniu "Gdzie mogę powiesić to ogłoszenie?" ich oczy mówiły "No idź, k..., znajdź se ścianę i powieś"; po chwili ich usta szły po rozum do głowy, odzywała się indiańska dusza i mówili inaczej, to znaczy: "No idź, znajdź se ścianę i powieś" ... Poziom wolnej amerykanki w tym kraju jest naprawdę niesamowity :)).
Swoją drogą, zobaczymy czy będzie jakiś odzew na ogłoszenia.

A na koniec zdjęcie z metra. Przed 9 rano lepiej metrem nie jeździć, bo nie dość że bilety droższe (560 śmieci zamiast 500), to jeszcze nieraz trzeba czekać aż przejadą 3-4 metra, aż uda się wsiąść.


Wczoraj widziałem w metrze coś, czego nigdy nie zapomnę. Dwóch facetów, widząc, że wagon jest przepełniony, stanęło plecami do siebie i weszli w metro jak... nawet nie wiem jak to nazwać. Jak dziwaczne dwugłowe zwierzę, coś w rodzaju kraba lub pająka; zapierali się rękami i nogami o futrynę, a plecami o samych siebie i w ten sposób, jak walec wpychając ludzi w głąb metra, wcisnęli się do środka. To był niesamowity widok. Trochę surrealistyczny.

3 komentarze:

  1. przetłumacz Waści to ogłoszenie na jakiś ludzki język

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałeś kabaretu Mumio?Ja wszystko rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy mógłbyś coś napisać więcej na temat tych korwinowskich rozwiązań w służbie zdrowia?

    OdpowiedzUsuń