W tej to posoborowej salce katechetycznej, będącej raczej jaskinią niż świątynią, usadził się zespół muzyki "folkoreligioso", który z udziałem gitary i bongosów (Kyrie Eleison!) akompaniuje Księdzu w czasie mszy. Nie grają źle, pieśni nie są też tak głupkowate jak niektóre "piosenki" w polskich kościołach, ale sam fakt, że wykorzystuje się bębny w czasie Najświętszej Ofiary woła o pomstę do nieba.
Dziś natomiast wybrałem się do miasta na zakupy i po nich wybrałem się do knajpki serwującej dania z owoców morza. Przeglądając menu, zauważyłem, że wszystko co rozumiem i lubię kosztuje między 3800 a 4800 śmieciuchów, nie zastanawiając się więc za bardzo wybrałem danie, którego nazwa najbardziej mi się podobała, nie wiedząc zupełnie co to jest (ale za to za 2500 śmieci). To danie to almejas al matico, czyli po polsku: mięczaki w matico (roślina endemiczna rosnąca tylko w Ameryce Południowej). Spytałem się bardzo sympatycznej pani kelnerki, czy to jest podawane z frytkami, czy może z czymś innym. Ona na to: "Esas son sin papas fritas, porque son crudos!" (Są bez frytek, bo są "crudos"). Ja na to: "Vale, pero no van con papas fritas?" (okej, ale nie mogą być z frytkami?), "No, porque son CRUDOS!" (nie, bo są CRUDOS!). Co prawda brzmiało to jak ostrzeżenie, ale nie rozumiałem słowa crudos; coś mi się kołatało po głowie, ale sam siebie uspokoiłem że "crudo" musi znaczyć "panierowany w grubym cieście", więc bez sensu żeby jeszcze był z frytkami. Za jakieś 10 minut pani przyszła i przyniosła mi to:
Jak to zobaczyłem, pomyślałem sobie jak przykładny Polak: "o ...wa mać". Od razu też przypomniałem sobie, co oznacza słowo "crudo". Znaczy nic innego, jak SUROWY...
...tak więc otrzymałem pełny, głęboki talerz mięczaków w wodzie morskiej z sosem własnym, sokiem z cytryny, cebulą, czosnkiem, pietruszką i matico. Śmierdzące jak odpływ, będące o konsystencji grzybów marynowanych i smakujące... matico. Sam fakt jednak, że były zimne i zapach plaży przy podnoszeniu do ust spowodował, że nie odczuwałem specjalnej przyjemności z jedzenia. Jak na przykładnego Polaka przystało jednak, zjadłem prawie całość, podziękowałem wylewnie mówiąc że to po prostu trochę za dużo dla mnie i że następnym razem przyjdę na coś ciepłego, po czym zostawiłem napiwek. :)
I jeszcze dwa zdjęcia z przedwczoraj. Tak wygląda La Piojera wieczorami...:
...a dziewczyny nie są w żadnym ślepym zaułku na ulicy - tak wyglądają ściany w La Piojerze!
p.s. tytuł znaczy "Nigdy więcej do restauracji bez słownika!"
mniam mniam mniam.
OdpowiedzUsuńucz się dziecko języków, nigdy tego za wiele. Cóż za przysmak almejas al matico i do tego CRUDOS,błeeeeeeeeee, fuj!
OdpowiedzUsuńCzesc:) Ale sie usmialam ! Ja i moj maz (ktory jest z Czile!) ale fajny ten blog,,, ale my sie zastanawiamy gdzie ty w Santiago byles?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam / Magdalena i Marco :)
51 yrs old VP Sales Walther Worthy, hailing from Lakefield enjoys watching movies like ...tick... tick... tick... and Swimming. Took a trip to Rock-Hewn Churches of Ivanovo and drives a Bronco. przydatne odnosniki
OdpowiedzUsuń