poniedziałek, 5 lipca 2010

Que comemos hoy?

Niestety doszedłem do smutnej konkluzji, że kuchnia chilijska jest znacznie biedniejsza od naszej.

Stało się to po tym, jak poszedłem dziś na obiad do superchilijskiego fast-foodu o nazwie "Doggies". Ten to fastfood, jak na superchilijski przystało, specjalizuje się tylko i wyłącznie w parówkach - a jak ktoś ma ochotę na coś innego, to ma niewyeksponowaną w ogóle ofertę dań warzywnych z tuńczykiem, które rzecz jasna wychodzą znacznie drożej niż hotdogi czy krojona parówka czy parówka w bułce. Po długim przyglądaniu się zdecydowałem się wziąć hotdoga powiększonego, frytki i coca colę za 2090 śmieciuchów (13 zł).

A teraz mała dygresja na temat chilijskich hotdogów. Nie mając swojej tradycji (chilijscy Indianie kryją się głęboko po norach i wychodzą na zewnątrz tylko po to, żeby na ulicach sprzedawać np. kawę z warnika za 300 śmieciuchów kubeczek), Chilijczycy przejęli tradycje europejskie i szczycą się posiadaniem w swoim menu tzw. "completos". To hotdogi, których podstawa jest europejska (buła + parówa), ale korona - południowoamerykańska (pomidor - completo chileno lub pasta z awokado - completo italiano, względnie jedno i drugie - completo jumbo).

Nie mogę powiedzieć, żeby obiad mi nie smakował - był całkiem w porządku, zwłaszcza że na środku baru stoją dyspozytory sosów dla klientów, z których nalałem sobie sporo "aji chileno" (ostrawy sos z papryki, kolendry, pomidorów i cebuli), w którym maczałem frytki.

Ale prawdziwie pyszny obiad miałem wczoraj, bo zrobiłem go sobie sam. Była to łopatka wołowa marynowana w cebuli, czosnku i occie balsamicznym z oregano, awokado, pomidor, kiełki lucerny i sos peruwiański z lampką białego wina, a na deser - papaja w syropie. Tym, którzy zaplują się ze wściekłości i powiedzą: "białe wino nie pasuje do wołowiny!", powiem: owszem, nie pasuje. A teraz przyjdźcie tu i nakopcie mi za to do tyłka :).



Żeby nie było tak biednie, to jeszcze dwa, starsze zdjęcia na koniec: widok znad kaktusa z Serro Santa Lucia...:


... oraz przy szpitalu (ku szkole). Obok siebie stoją cztery ambulanse - wszystkie cztery innych firm. Kiedy przyjdzie nam zobaczyć taki widok w Polsce?

2 komentarze:

  1. Jedzonko bardzo eleganckie i apetyczne. Obrus polski, swojski, z Cepelii, mieliśmy taki sam! Zabrałeś z domu? Ha, ha.

    OdpowiedzUsuń
  2. hehehe!! w Polsce zobaczymy takie ambulanse za pare lat, kiedy bedzie wreszcie prawdziwy kryzys, a zwolennicy Korwina zrobia zamach stanu i nastania monarchia liberalno- konserwatywna!! a graniczyc bedziemy z kalifatem Belgii...

    OdpowiedzUsuń