poniedziałek, 19 lipca 2010

San Perro de Chile

W Santiago jest mnóstwo psów. Wylegują się na przystankach, przy kratkach klimatyzacji metra, na trawnikach, przy krawężnikach, wszędzie.


Co trzeba wiedzieć to fakt, że Chilijczycy raczej nie trzymają w domach psów, tak jak my w Europie. Mało kto ma swojego psa - wychodzą z założenia, że dość ich jest na ulicach. Rzadko widzi się osobę na spacerze z psem. Co jeszcze ciekawsze - na chodnikach i trawnikach prawie nie ma psich gówien, od których uginają się nasze chodniki! Nie wiem z czego to wynika. Generalnie jest tu straszny syf, wszędzie śmieci, brud itp., a te koszmarne mnóstwo bezdomnych psów najwyraźniej załatwia się w toalecie. Albo wyłącznie leżą.


Psy bywają wytresowane! Kiedy wracałem o 1:30 w nocy z koncertu z koleżanką chilijką, podszedł do nas ogromny psiur i stanął przed Glorią. Ta wyciągnęła do niego rękę, a on podał łapę. Powtórzył ten gest kilka razy, zatem to nie był przypadek. Po chwili rozłożył się przed nią całą rozciągłością, na przystanku autobusowym, tak jak ten:


Kotów za to nie ma wcale. Nie wiem, czy rozwiązanie jest tak proste, jak mi się wydaje (jest dużo psów = jest mało kotów), czy może Chilijczycy trzymają właśnie koty w domach. Niemniej codziennie rano po przebudzeniu słyszę walki kotów (czy może kotów z psami?).

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie z tej samej serii. Miś uszatek przechodzi przez jezdnię:

2 komentarze:

  1. Że też o psach piszesz... Ale widzę przy okazji czyste ulice i ludzie cienko ubrani...Słońce świeci, wiosna blisko!

    OdpowiedzUsuń
  2. jak w Odessie z tymi psiurami! chociaż nie podejrzewam, żeby tamte były tresowane..

    OdpowiedzUsuń