niedziela, 18 lipca 2010

Informe muy esperado de antίpodas

Dłuższa przerwa w publikowaniu mam nadzieję tylko uzbroiła szanownych Czytelników w pożądanie dla nowych informacji z antypodów - tak więc, bez chwili zwłoki, przystąpię do raportowania.

Albo nie, jednak będzie chwila zwłoki. Wpierw potrzebuję bowiem wyjaśnić jedną rzecz. Pewna osoba skarżyła mi się na ciągłe podawanie cen i wyliczeń. Chciałbym więc wyjaśnić: ceny i wyliczenia to kwestia najbardziej interesująca dla mnie, oraz jest to rzecz, której zwykle brakuje mi np. w programach podróżniczych, gdzie taki p. Cejrowski mówi np. "wszystko jest bardzo tanie", ale nierzadko nie pokazuje realnych cen. Dla mnie to porównanie jest natomiast bardzo ciekawe, i bardzo ułatwia np. planowanie podróży. Osoba wybierająca się do Chile powinna bowiem wiedzieć na przykład, że na miejscu nie opłaca się kupować past do zębów - bo są importowane z USA i około trzech razy droższe niż w Polsce (mnie się udało dorwać bardzo dużą obniżkę ceny na pewną pastę bezmarkową, gdzie za 200ml zapłaciłem 1000 śmieciuchów. Normalna cena to 1200 śmieciuchów za tubkę 150ml). Itd.

A teraz do rzeczy. W piątek wybrałem się na wycieczkę do malowniczego Cajon de Maipo. Oto przykładowe widoki po drodze:

1. Widok z ulicy Florida w kierunku Kordyliery

2. Początek kanionu

3. Zawieruszony plakacik wyborczy Sebastiana Pinery przy drodze w kanionie

4. Typowy widok w Cajon: rzeka i w oddali szczyty Andów

5. Troszkę kojarzący się z Tatrami krajobraz w środku kanionu


Wczoraj natomiast wybrałem się wieczorem z panem Hossiasonem do klubu jazzowego Theolonius na koncert chilijskiego zespołu (o klasie eksportowej, jak określił pan Józef) Contracuarteto.

Zanim jednak kwartet zaczął grać, w Theoloniusie występował bigband pod dyrekcją pewnego Amerykanina, w którym - jak się okazuje - większość dzieciaków pochodzi spod skrzydeł Gerharda Mornhinwega, z zespołu Conchali Big Band. Dzieciaki grały nieźle, ale brakowało im pewności w solówkach, a może przede wszystkim... dobrego zestrojenia się.

Contracuarteto, który występował po dzieciakach, to zespół o znacznie wyższym poziomie. Skład (jak nazwa wskazuje, czterech ludzi): saksofon altowy i flet, saksofon tenorowy, kontrabas i perkusja. Saksofonista tenorowy wyglądał jak d'Artagnan:

i co najmniej równie dobrze władał instrumentem, co jego pierwowzór szablą.

Dziś natomiast dzień upłynął mi bardzo leniwie, gdybym nie poszedł sobie kupić czapki i szalika z wełny alpaki to nie zrobiłbym zupełnie nic. Btw. tak, mam plamy na bluzie, ale widać je tylko na zdjęciu :P:

4 komentarze:

  1. Co to za sina poświata wokół Ciebie???Czyżby zimno?

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz nagrania? Fajny zespół, przystojniaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nagrania, krótkie ale są

    OdpowiedzUsuń