Witam,
Na początek chciałem wyjaśnić tym, którzy nie wiedzą, skąd wzięła się nazwa bloga. Ano wzięła się stąd tylko, że:
Pinochet -> dyktator Chile w latach 1973-1989
Chileno -> Chilijczyk
Pino -> owoc araukarii
pinochileno -> ja :)
A teraz do rzeczy.
Dziś miałem bardzo męczący i ciekawy dzień. Najpierw wstałem o 10 (czyli o 16 czasu polskiego). Zjadłem śniadanie. Śniadanie w Chile składa się z: przypieczonych bułeczek przypominających nieco pitę, które przekrawa się na pół i podgrzewa; w środku: szynka i ser. Wierzcie mi: tak dobrych szynek i serów, jak tu jadłem, w wielu miejscach się nie spotyka. Do picia: kawa rozpuszczalna, że nie czuć piachu niestety.
Po śniadaniu poszliśmy z Christianem na zakupy, które trwały ponad 3 godziny. Byliśmy na Mercado Central; to przeogromny, głośny, brudny i pachnący targ, na którym sprzedaje się WSZYSTKO: od owoców i warzyw począwszy (wszystkie tańsze niż w Polsce, przykładowe ceny: czerwone i soczyste pomidory 2zł/kilo, gruszki 4zł/kilo, truskawki 3,50zł/kilo, ser żółty: 10zł/kilo. A pamiętajmy, że to jest ZIMA!), przez owoce morza (wszystko bardzo taniuśkie, np. krewetki po 4,5zł/kilo) po elektronikę czy inne rzeczy które normalnie ludzie sprzedają na targach.
Nakupiliśmy strasznie dużo. Ja kupiłem między innymi owoców morza za 50zł. Z tychże owoców morza przyrządziliśmy obiad: erizos (jeżowce, podaje się z sokiem z cytryny i cebulą, koszmar kulinarny: wyglądają jak wymiociny lub obraz jakiegoś chorego impresjonisty który znał tylko dwa kolory - żółty i czarny, pachną jak plaża po odpływie i smakują jak woda z kibla pomieszana z tranem), picorocos (dosłownie: czubki skał, skorupiaki ugotowane w ich wielkich skalnych muszlach, które wyciąga się z nich za fraki i wysysa, pyszniutkie) i cholgas (małże olbrzymie, 3x większe niż moules marinieres, najlepsze z tego całego obiadu). Wszystko skąpane w białym winie i podane z ziemniakami z majonezem (eso es tipicalmente chileno). Muy riquissimo!
Po obiedzie pojechaliśmy z Christianem po jego ojca, który był na imprezie dla ludzi chorych na różne choroby. On jest kompletnie niewidomy, na moje oko ma bardzo poważną zaćmę na obu oczach. Posiedzieliśmy chwilę na imprezie (pyszny grzaniec i ludzie tańczący tango i salsę na scenie) i zabraliśmy ojca Christiana do baru. Tam wypiłem aguardiente specifico de Chile (wódka z sokiem z cytryny i cukrem - pyszne), a oni - dwie butelki czerwonego wina. Nad tymi napojami porozmawialiśmy o polityce Pinocheta. Oto czego się dowiedziałem:
- zdaniem Christiana, za czasów Allende nie naruszano żadnych praw człowieka ani zasad demokracji, a Allende nie wydawał dekretów z mocą ustawy;
- nie było żadnej ustawy parlamentu w 1973 roku wzywającej armię do akcji;
- gdyby nie było zamachu stanu Pinocheta, ludzie odrzuciliby władzę Allende w drodze referendum, a gdyby nie odrzucili - wydarzyłaby się interwencja zbrojna Stanów Zjednoczonych (moja hipoteza) lub powstanie ogólnonarodowe (hipoteza ojca Christiana);
- Pinochet zamordował swoich przełożonych by dojść do stanowiska generalnego dowódcy sił zbrojnych;
- za Allende nie ginęli ludzie, za Pinocheta zginęło 4600 i uciekło z kraju 100000;
- referenda w 1979 i 1981 roku zostały sfałszowane;
- w referendum w 1988 aż 46% opowiedziało się po stronie Pinocheta, ponieważ opowiadali się przeciwko Związkowi Sowieckiemu, którego uosabiali we wrogach Pinocheta
Już troszkę w czubie i naładowani bardzo sympatyczną rozmową wróciliśmy do domu. Jutro idę na mszę o 9:00 w Katedrze, a potem zwiedzam miasto. Buenas noches! :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
HAHAHAHA IMPREZA DLA LUDZI CHORYCH NA ROZNE CHOROBY!!!!
OdpowiedzUsuńno i dobre! czy oni powidzieli Ci o polityce cos, co Cie zaskoczylo? w jakim jezyku Ty z nimi gadasz??
OdpowiedzUsuń